|
twórczość
bibliografia
sztuki
proza
scenariusze
artykuły
rozmowy
nagrania
biografia
o...
księgarnia
in
English
|
 |
 |
Proza
Ostatni cieć | Przed
burzą
Przed burzą
Dobrze pod wieczór bracia zatrzymali się pod żelaznym ogrodzeniem. Płaski,
betonowy budynek wyglądał jak garaż albo bunkier. Starszy potrząsnął
parę razy furtką. Zamknięty na kłódkę łańcuch zgrzytnął i nie
puścił.
Słońce już nie oślepiało, ale upał ciągle znęcał się nad ludźmi.
Kamienną szosą przejechała rozklekotana ciężarówka, podniosła kłęby
kurzu i znikła. Bracia wyglądali jak każdy w okolicy. Wzrostu raczej
średniego, włosy w kolorze raczej szarym, odwłok długi przy nogach
raczej krótkich, oczy wybałuszone, nosy ulepione z kilku kawałków.
Ogólny wyraz twarzy taki, że nic z niej nie można wyczytać. Obaj
mieli dobry charakter. Lubili się napić i dać po mordzie. Ale teraz
byli zmęczeni. Jednakowym ruchem zdjęli z głowy przepocone czapki,
otarli rękawami mokre czoła, poskrobali poskręcane z upału włosy i
zadarli głowy do góry. Ołowiane chmury leżały nisko na koronach
drzew grożąc deszczem.
- Ojciec zawsze był taki - mruknął starszy. - Nie dawał żyć za życia,
męczy po śmierci.
Dziś z rana przyszło zawiadomienie, że oj ciec umarł i że
natychmiast muszą odebrać ciało. Był najgorętszy okres żniw.
Pracowali po 20 godzin na dobę. Nie zwiezione do końca zboże zalegało
pole. Nie daj Boże deszcz.
Do szpitala było ze sto dwadzieścia kilometrów. Stara ciuchcia wlokła
się przez dobre 6 godzin. Przyjechali za późno. Zanim załatwili
papiery, kostnica była zamknięta. Dozorca kazał czekać do rana.
Zresztą jedyna karetka, którą można by przewieźć ciało, pojechała
nie wiadomo gdzie.
Nagły powiew wiatru smagnął sosny i opadł bez sił. Parę ciężkich
kropel deszczu uderzyło o ziemię. Mały, przypominający robaka pies
przekulał koło nich na trzech łapach. Młodszy sięgnął po kamień,
rzucił i trafił. Pies zapiszczał, skulił się jeszcze bardziej i spróbował
przyspieszyć. Chwilę patrzyli za nim obaj.
- Bierzemy tatę - zadecydował starszy.
Przerzucili nogi na drugą stronę przerdzewiałej furtki. Drzwi do
prosektorium ustąpiły z jękiem. W środku było chłodno i
przyjemnie. Odczekali przyzwyczajając oczy do półmroku. Zobaczyli dwa
drewniane stoły. Ciała przykryte były prześcieradłem.
- Ten większy to będzie tato - pokazał głową starszy.
Wypakował z teczki odświętne czarne ubranie. Białą wykrochmaloną
koszulę, lakierki. Przytulony do ojca pod tym samym prześcieradłem leżał
noworodek. Chude plecki pokryte były ciemnymi plamami. Ojciec nie zdążył
jeszcze zesztywnieć, ale ubieranie zajęło tyle czasu, że nie mieli
chwili, żeby zapalić. Nasunęli mu czapkę na oczy, wzięli pod ręce.
Tato ciężko huknął o ziemię po drugiej stronie płotu.
Do pociągu ruszyli biegiem. Miasteczko rozpływało się już w
wieczorze. Pojedyncza gwiazda błysnęła i utonęła w chmurach. Nogi
ojca wlokąc się po ziemi wzbijały obłoki kurzu. Koło samej stacji
wesoło spali sobie na ziemi pijani, a na ich twarzach spały muchy.
Pociąg był pusty. Kupili trzy bilety i ledwo posadzili ojca wygodnie w
kącie, kiedy osiem wagonów zakołysało się na szynach. Za oknami
przesunął się pokryty obdrapaną farbą budynek stacji i pasek
kamienistej szosy. Uchylili czapek przed wieżyczką kościółka. Z
kilku zabudowań błysnęły pojedyncze światełka, ale ciężka,
czarna noc zalewała już pola jak atrament.
- Może i nie będzie padać - zauważył starszy.
Młodszy kiwnął głową. Skręcili równo papierosy, zapalili i zasnęli.
Po godzinie albo dwóch obudziła ich latarka konduktora. Pociąg stanął.
Z knajpy na malutkiej stacji dolatywały wesołe głosy.
- Dlaczego stoimy? - zapytał młodszy.
Konduktor przeciął trzy bilety, nie odpowiedział i odszedł. Minęło
dwadzieścia minut, a może półgodziny. Z ciemności wyłoniło się
stado krów. Zwierzęta szły ciężko. Na zwieszonych nisko nad ziemią
pyskach gotowała się ślina. W knajpie zachrypnięty męski głos śpiewał
piosenkę o Afryce, gdzie kobiety tańczą gołe, tylko w samych
futrach, ocean się kołysze, lata kolorowe ptactwo i najbiedniejszy
kelner nosi frak.
Posłuchali i ogarnęła ich tęsknota.
- Która godzina? - zapytał starszy.
- Ja też bym się napił - ucieszył się młodszy.
(...)
|