Recenzje
Ostatni cieć |
Antygona w Nowym Jorku | Kopciuch
Polowanie na karaluchy | Moc truchleje
Ostatni
cieć
Najnowsza książka Janusza Głowackiego nosi całkowicie wyprany z
patosu tytuł „Ostatni Cieć”. Na okładce ma faceta w
gaciach. Owszem, jest śmieszna, ale tylko do pewnego stopnia. Totalny
chaos i rozpad, wybuchające bomby i spadające samoloty, na koniec
huragan, który niszczy Nowy Jork. „Ogromna szklana ściana w
Metropolitan runęła na ziemię i fruwające postacie Chagalla pomieszały
się z lecącymi w górę miasta żywymi ludźmi”. Groteskowa
apokalipsa i apokaliptyczna groteska. „Prosto na nas waliło
czterech na motocylkach w żelaznych hełmach”. Śmieszne?
Elżbieta Sawicka - Rzeczpospolita, 3-4 XI 2001
Jest to paroksyzm śmiechu i szyderstwa literacko brawurowy, literacka
orgia śmiechu. W totalnym śmiechu usłyszy, kto będzie mógł,
skamieniałe milczenie lamentu, niewydobyty – z artystsycznej
konieczności – głos nędzy istnienia... Jest to narracja
drastyczniejsza niż wszystko o czym opowiada się w powieści Witolda
Gombrowicz "Trans-Atlantyk".
Henryk Bereza - Twórczość
Nowa książka Janusza Głowackiego kończy się kataklizmem. Nie wiemy,
czy to huragan, trzęsienie ziemi, koniec świata, czy może tylko
koniec zachodniej cywilizacji.
Henryk Dasko - Gazeta Wyborcza, 6 XII 2001
W niepohamowanym galopie tych opowieści odnajdujemy pośpieszny rytm
amerykańskiego życia i nerwowy rytm wydarzeń z pierwszych stron gazet
(niekoniecznie najważniejszych, zawsze sensacyjnych), jakimi żyła w
ostatnich latach Ameryka. Molestowanie seksulane, operacje plastyczne,
mit Kopciuszka, obsesje ekologiczne i dietetyczne, porwania dla okupu,
wszechładza mediów, dyktat mody, skandalizujące romanse polityków
– Głowacki zgrabnie zmieszał wszystkie te wątki w brawurowych
monologach – pastiszach ( tej szkatułkowej konstrukcji wyraźnie
patronuje „Rękopis znaleziony w Saragossie” Jana
Potockiego). Otrzymujemy coś w rodzaju Ameryki w pigułce, ze
wszystkimi jej mitami, szaleństwami, kabotynizmami.
Joanna Szczęsna - Gazeta Wyborcza, 1-2 XII 2001
Nie da się ukryć, świat zwariował, zidiociał ostatecznie, stając
się igraszką w rękach Wielkiego Designera, który zastąpił właśnie
swych poprzedników, czyli totalitarnie usposobionych wodzów, ideologów
i dewiantów.
Zbigniew Pietrasik - Polityka, 27 X 2001
Powieść świetna, napisana, że daj Boże zdrowie każdemu wziętemu
amerykańskiemu literatowi, choć Janusz Głowacki amerykańskim
literatem nie jest, a przecież jako Amerykanin zna Amerykę w sposób
nieprzciętny. W ogóle zawsze był to pisarz nieprzeciętny i osobny,
może dzięki temu jego światowa kariera stała się dla jednych
(bardziej pisarzowi życzliwych) fenomenem, dla innych (mniej pisarzowi
życzliwych) kabotyństwem.
Józef Łoziński - Trybuna
Gorzką ironią nasycił Głowacki historię kariery Johna
Caine’a, która w krzywym zwierciadle pokazuje dwa żywioły rządzące
współczesną Ameryką: modę i telewizję. Historia Caine’a i
Kuby z Kielecczyzny stanowi kanwę najbardziej zjadliwej krytyki
Ameryki, jaka wyszła spod pióra Janusza Głowackiego. Głowacki swą
wysoką pozycję w teatrze amerykańskim zawdzięcza zjadliwej krytyce
życia w Stanach. Doszedł w tym do mistrzostwa.
Wiesław Kot - Newsweek, 21 X 2001
|